Wyścig prosto z dyżuru

Małgorzata Cicha to jedna z uczestniczek wyścigu kolarskiego Gran Fondo Gdynia VR. Całkowity przypadek spowodował, że poznaliśmy jej historię, która od razu nas zaintrygowała. Partner pani Małgorzaty kontaktował się z nami tuż przed wyścigiem, by potwierdzić kilka kwestii technicznych i wspomniał, że jego sympatia prosto z nocnego dyżuru w szpitalu… wsiądzie na trenażer i weźmie udział w rywalizacji. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Małgorzatą Cichą.

Gran Fondo Gdynia: Bardzo dziękuję, że zgodziła się Pani na rozmowę. Pani historia i sytuacja, w której podjęła Pani wyzwanie, będąc prosto po nocnym dyżurze w szpitalu, ogromnie nam zaimponowała.

Małgorzata Cicha: - Dziękuję bardzo za te słowa. Chętnie podzielę się moimi wrażeniami, ale to nie był pierwszy raz, kiedy po dyżurze zdecydowałam się ruszyć gdzieś „rowerem”. Tym razem jednak było to coś innego - mój pierwszy w życiu wyścig.

GFG: Nie dość, że debiut to od razu w wyścigu wirtualnym na dystansie 90km…

MC: - To prawda. Warunki były dość wyjątkowe, gdyż jazda na trenażerze mimo wszystko różni się znacznie od zwykłego outdooru... 3h w siodełku i prawie bez zmiany pozycji mogą przerażać, jednak nie była to moja pierwsza długodystansowa przygoda i miałam też wsparcie mojego faceta, któremu ogromnie dziękuje.

GFG: Interesował Panią start tylko w wyścigu wirtualnym, czy również początkowo chciała Pani rzeczywiście pokonać malowniczą trasę po Kaszubach?

MC- Miałam nadzieję, że wyścig odbędzie się na świeżym powietrzu, ale postanowiłam również podjąć wyzwanie i spróbować swoich sił w trochę innym wymiarze. Oczywiście chciałabym poczuć prawdziwą atmosferę takich zawodów gdyż, jak już wspomniałam, miał być to mój pierwszy wyścig, ale mam nadzieję, że jeszcze będzie mi to dane w najbliższej przyszłości.  W tamtym momencie przynajmniej próbowałam sobie to wyobrazić i jak się okazało wyszło mi to całkiem nieźle.

GFG: A jak zaczęła się Pani przygoda z kolarstwem?

MC: - Jazdę na rowerze umiłowałam sobie jakieś 2-3 lata temu, moim pierwszym rowerem nie była szosa, a MTB. Początkowo zwykłe wycieczki, dojazdy do pracy, z czasem zaczęły się wydłużać. Pierwszą dłuższą podróżą była moja solo wyprawa ze Świnoujścia na Hel (stąd też padło sentymentalnie na pierwszy wyścig w Gdyni). Kto by nie chciał przejechać wybrzeża, wspaniałe nadmorskie klimaty - niestety jak to w Polsce czekały mnie różne „smaczki” po drodze typu ślepa uliczka, bagna itp., ale ostatecznie po 3 dniach wzlotów i upadków dotarłam do celu :)

GFG: Kiedy pojawił pomysł by przestawić się również na szosę?

MC: - Coraz dłuższe przejażdżki zmotywowały mnie do zakupu roweru szosowego - mimo, że jedna z pierwszych wypraw rowerem szosowym wokół Tatr zakończyła się niemałym wypadkiem, radość z jazdy rowerem była silniejsza. Obecnie w każdej wolnej chwili, gdy tylko pozwalają siły wskakuję na moją szosę i ruszam...

GFG: Wszyscy zdajemy sobie sprawę jak trudna, zwłaszcza obecnie, jest praca w służbie zdrowie, a Pani jeszcze łączy to z powodzeniem z kolarską pasją…

MC: - Na co dzień jestem położną, pracuję na Oddziale Intensywnej Terapii Noworodka. Rower to dla mnie to relaks, pewna odskocznia od czasem trudnej, ale i dającej poczucie spełnienia pracy, czas dla siebie i bliskich. Poczucie wolności i „wiatru we włosach” rekompensuje trudy dnia codziennego. Poza tym uwielbiam wyzwania - a praca i wymagające wyjazdy rowerowe to ich komponenty. Generalnie jeżdżę bardziej rekreacyjnie niż treningowo - moim mentorem i super towarzyszem wspólnych wypraw jest Sebastian, który zawsze ma jakiś pomysł na kolejny wyjazd (czyt. wyzwanie dla mnie).

GFG: Dziękuję za rozmowę i mam nadzieję do zobaczenia za rok na trasie Gran Fondo Gdynia, a jeszcze wcześniej - 6 grudnia br. w zawodach wirtualnych w edycji zimowej.