24 May 2020

Start:

Days
Hours
Minutes
Seconds

Kolarstwo w czasach zarazy

W czasach narodowej kwarantanny i apeli o pozostanie w domu nie brakuje głosów paniki. U nas do głosu dochodzi rozsądek poparty troską o siebie i najbliższych. A głosem tego jest stanowisko Ewy, pewnie szerzej znanej jako Ministra Kolarstwa i Sportu. Musicie wiedzieć, że człowiek (kolarz też człowiek) to stworzenie stadne, więc najlepiej czuje się w grupie. Jak sobie zatem radzić z taką pokusą, kiedy nawet wyjście do sklepu po banana wydaje się być ryzykowne. Przeczytajcie, co na ten temat ma do powiedzenia jedna z naszych Coffee Ride'rek na codzień ekspolatujące kolarskie trasy Warszawy i okolic.

"W koncepcji #socialdistancing jako sposobie na uniknięcie rozprzestrzenianie się koronawirusa chodzi o to, żeby się nie gromadzić.
Po mojemu.
Dlatego w najbliższym czasie, żadne z moich szosowych grupowych szkoleń nie odbędzie się.
Event, który ukochałam najbardziej na świecie, czyli #babskaśrodazMinistrą także nie pojedzie w wyczekanym i zapowiadanym terminie.
Mogłabym sobie lawirować między dopuszczeniami i argumentować, że przecież na moim szkoleniu będzie tylko max 10 osób, a zatem o pięć razy mniej niż można, a babską ustawką tak zarządzić, żeby co pięć minut ruszała kolumna dziesięciu Kolarek.
I – skjuz maj lengłydż – p...ałujcie się wszyscy, JA MAM OCHOTĘ, WIĘC SOBIE TO POJADĘ

Ja Wam powiem, dlaczego uważam grupowe jazdy za jeden z głupszych pomysłów obecnie.
I nie, nie chodzi mi o to, czy Wy się witacie na nich, czy sobie przybijacie piątki, czy smarkacie na siebie, czy nie smarkacie na siebie.
Ani w ogóle nie chodzi mi o to, czy któreś z Was wróciło właśnie z zagranicy i zamiast siedzieć w domu, to korzystacie ze słońca, bo przecież wiosna i bez sensu siedzieć w domu.
Opowiem na przykładzie może.
Chodzi mi o to, co się właśnie odbywa na warszawskich Bulwarach, czy w Powsinie, tam gdzie sobie można rozhajczyć ognisko. Tam się odbywają jedne wielkie wakacje. Spotkania przy piwerku. Dysputy. Grille.

Wiecie dlaczego tam jest tyle osób?
Bo zobaczyli, że można.
I poczuli „legitność” tego gromadzenia się.

Dlatego nie będą siedzieć w domu i się kisić przy kompie. Nie. Bo inni nie siedzą. Inni siedzą nad Wisłą. A ci co się mieliby kisić, też chcą siedzieć nad Wisłą. No bo jak inni siedzą, to na pewno można.

Rozumiecie? Przekładając na nasz kolarski język.
Jechanie teraz w grupie jest głupie, bo:
- uprawnia innych do skrzykiwania się na jazdy w grupach, bo ci zobaczyli nas, że my jeździmy w grupie,
- zobaczenie na trasie kilkunastu peletoników skłania do myślenia, że ej, no to chyba NA PEWNO można,
(to działa na zasadzie, że jak inni robią coś, co w naszej ocenie jest extra i fancy, to chętnie weźmiemy przykład i sobie zracjonalizujemy wszelkie przeciwwskazania i TEŻ to zrobimy)
- no i last but no least – jazda w grupie skłania do ryzykownych zachowań, do urywania się, do podpalania nogi, do ścigania się i mania w dupie przepisów, bo przecież uciekam koleżkom, więc fuckit zamknięty przejazd kolejowy albo samochód z naprzeciwka, jak my se w lewo.

Ja jeżdżę #solo.
Nadal zachęcam do tego samego.
Bywa, że czasem kogoś poszkolę, ale tylko w zestawie 1 na 1.
Nie jeżdżę w grupach, odmawiam udziału, nie przyłączam się do grupek, jak jadę sobie swoje. Nadal zachęcam do tego samego. Żeby inni zobaczyli, że TAK teraz trzeba.

Oczywiście to wszystko to jest #waszwybór.
Tylko, że w tym konkretnym przypadku, w tej cholernej epidemii ja i inni chwalący #soloride dostaną tym waszym wyborem rykoszetem w ryj.

I jest w tym coś, co mnie istotnie irytuje.
Zdrówka!"

Oryginalny tekst: https://www.facebook.com/ministrakolarstwa/photos/a.365665267194681/935332420227960/?type=3&theater